Teatr Capitol - bilety na "Di, Viv i Rose" mogą być Twoje! [KONKURS ROZWIĄZANY]

Karolina Kowalska
Teatr Capitol - bilety na "Di, Viv i Rose" mogą być Twoje! Teatr Capitol/ Fot. Michał Jarosiński
Teatr Capitol - bilety na "Di, Viv i Rose", czyli zwariowaną historię o trzech przyjaciółkach. Role odgrywają znane aktorki - Joanna Brodzik, Daria Widawska i Małgorzata Lipmann. Gwarantujemy popołudnie pełne wrażeń! Co więc trzeba zrobić, aby wygrać podwójne zaproszenie? To proste!

Źródło: lifestyle.newseria.pl

Teatr Capitol - bilety na "Di, Viv i Rose" mogą być Twoje! [KONKURS]

Jak zdobyć podwójne zaproszenie na sztukę 10 stycznia (sobota), na godz. 18:30?

1. zarejestrować się w naszym serwisie, podając swoje imię i nazwisko (tylko do wiadomości redakcji)
2. Polubić na Facebooku warszawa.naszemiasto.pl
3. Polubić na Facebooku nasz specjalny serwis z konkursami - Konkursy Warszawa

4. odpowiedzieć w komentarzu na pytanie:

Jaką przygodę z przyjacielem z młodości pamiętasz najlepiej i dlaczego?

Nagrody otrzymają autorzy najciekawszych i najbardziej oryginalnych odpowiedzi. Na Wasze zgłoszenia czekamy do 8 stycznia (czwartek) do godz. 12:00. Zwycięzcy zostaną poinformowani e-mailem, a podwójne zaproszenie będzie do odebrania tylko i wyłącznie w naszej redakcji. Do piątku do godz. 17:00.

Zgłoszenia osób niezalogowanych oraz nie mających wypełnionego w całości profilu nie będą rozpatrywane.
Zapoznaj się z regulaminem konkursów w serwisie warszawa.naszemiasto.pl Kliknij tutaj!

"Di, Viv i Rose" to spektakl o trzech przyjaciółkach na scenie... i w rzeczywistości. Aktorki przeniosą Was w klimat pełen niefortunnych zdarzeń, wrażliwości i uśmiechu. Jest to spektakl, który porusza, bawi i opowiada o towarzyszkach na dobre i na złe. Czas trwania sztuki to 140 minut.

Wideo

Komentarze 21

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zagadki6@...

Miałem wtedy około 5 lat. Wraz z moimi rodzicami zabraliśmy mojego przyjaciela (w tym samym wieku co ja) na wycieczkę pociągiem. Byliśmy bardzo podekscytowani, bo żaden z nas jeszcze nie miał okazji do jazdy tym środkiem transportu. Musieliśmy poczekać chwilę w poczekalni dworca PKP. Siedzieliśmy znudzeni, gdy wtem przez megafon odezwała się dyspozytorka i oznajmia godzinę odjazdu pociągu. Na moim przyjacielu sceneria dworca plus głos wydobywający się z głośników zrobiły tak duże wrażenie, że uklęknął i przeżegnał się :) Chyba myślał, że jest w kościele. Mama szybko podniosła go z klęczek, a my długo wspominaliśmy ten "incydent".

M
Mi

Jako 14-latka wybrałam się z przyjaciółką (ówcześnie 16-letnią) na obóz do Chorwacji. Rodzice, pewni odpowiedzialności opiekunów obozu, nie dzwonili często. Pierwsze dwa tygodnie wolności w życiu! Obie wyglądałyśmy wtedy dość "poważnie" jak na swój wiek, tak więc wejście do klubu czy wypicie drinka w pubie nie stanowiło problemu. Jadnak starałyśmy się nie przesadzać.. aż do ostatniej nocy. Kilku znajomych przybyło do naszego pokoju po rynnie, część weszła przez okno. Imprezka rozkręciła się dość potężnie, opiekunowie w końcu nakryli nas wszystkich w stanie mocno wskazującym. Kiedy wszyscy rozeszli się do pokoi, a "afera" ucichła, wybrałyśmy się z przyjaciółką na spacer po plaży. Zapomniałyśmy, że jesteśmy w "imprezowych strojach" - tematem było piżama party. Powrót do hotelu wspominam jako największy WALK OF SHAME w moim życiu :D

d
dominika2103

Pamiętne moje 15 urodziny, które przypadają na dzień wagarowicza. Wzorowe dotychczas uczennice wybrały się na wagary, kupiły bilety na pociąg do Krakowa i w euforii, roztargnieniu wsiadły do pociągu byle jakiego i jakie wielkie ich było zdumienie, zdziwienie i zaskoczenie,gdy zamiast w Krakowie znalazły się w środku szczerego pola, skąd tego dnia już nie odjeżdżał żaden pociąg.Zimna krem mojej przyjaciółki, mój dar przekonywania sprawił,że konduktor wziął nas do Katowic swoim samochodem i bezpiecznie mogłyśmy wrócić do domu. Do dziś za każdym razem,gdy przechodzimy koło dworca centralnego wspominamy nasze pamiętne wagary, a wsiadając do pociągu trzy razy upewniamy się,że to właściwy skład.

A
Apteacher

Wracalismy z kolega z Wloch. On tuz przed wyjazdem zacial sie przy goleniu i do zatamowania krwi uzyl przescieradla, bo byl juz spakowany i tylko to mial pod reka. Dal mi nadwyzke swojego wina. Mozna bylo przewozic 1 butelke, wiozlam 2. Na granicy wystraszylam sie i mowie mu: "Boje sie, co bedzie, jak znajda u mnie wino." Na co on: "Ja sie boje raczej, co bedzie, jak znajda u mnie zakrwawione przescieradlo."

m
maftek

Pierwszy raz pod namiotem. Ah to były czasy. Potrafiliśmy w piątke zmieścićsię w dwuosobowym namiocie, a to co działo się w nocy na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Według mnie najlepsze były "straszne opowieści". Jak na dzieci one naprawde były straszne na co dowodem była moja koleżna która... musiała wrócić do domu żeby zmienić spodnie.

w
wiewiórka

wycieczka szkolna, nawet nie pamiętam gdzie, ale pamiętam co zróbiłyśmy z kolżeanką. Mianowicie uciekłyśmy ze schroniska i poszliśmy w nocy w góry!, albo tak to raczej miało wyglądać bo chociaż ukradłyśmy klucz i wyszłyśmy z budynku to okazało się, że brama i furtka równie sa zamknięte. Więc prawie całąnoc przesiedziałyśmy na drewnianej huśtawce i rozmawiałyśmy o... wszystkim

h
homon

Byłam grzecznym dzieckiem, ale równie zdeterminowanym. I gdy już coś mi się ułożyło w małej główce, nie było siły, by mnie od tego odwieść. Któregoś pięknego dnia, obraziłam się śmiertelnie na rodziców. Spakowałam do plecaka w kształcie małpy niezbędne do przeżycia rzeczy, wzięłam przyjaciółkę z podwórka pod rękę i w aurze niezrozumienia i ogromnego żalu udałyśmy się razem w stronę zachodzącego słońca. Dotarłyśmy na stację kolejową i wsiadłyśmy do pociągu, pozostawiając za sobą dotychczasowe życie. Pech chciał, że miałyśmy po 5 lat i nie przywykłyśmy jeszcze do życia wagabundów, więc po kilku minutach podróży podniosłyśmy straszne larum. Zorientowałyśmy się w nieodwracalności naszej decyzji i zwyczajnie zaczęłyśmy ryczeć i panikować :) Zostałyśmy stanowczo wysadzone na następnej stacji (po jakichś 3 km), zaprowadzone do pani z okienka, która zadzwoniła do moich rodziców. Szczęście, że były to czasy, kiedy nikt nie przejmował się ochroną danych osobowych, nazwiska i adresy wszystkich można było bez trudu znaleźć w książce telefonicznej, a miasto, z którego pochodzę liczy niecałe 50 tys mieszkańców.Historia ta odcisnęła na mnie tak ogromne piętno, że do dziś kulam się ze śmiechu, gdy przypomnę sobie moją zawziętość. A najzabawniejsze (już teraz) jest to, że moi rodzice nie przejęli się za bardzo moją urazą,nie zorientowali się właściwie, że im pociecha zniknęła spod bloku. Byli przekonani, że bawię się gdzieś w okolicy. Ot, taki los niezrozumianego i odtrącanego wędrowca ;)

ś
świtezianka

Byłam razem z mamą i koleżanką na wczasach w Bułgarii. W owych czasach jeździło się nie tylko na wypoczynek ale tez handel i zakup dolarów. Po wspaniałym wypoczynku i zakupieniu dolarów nadszedł czas powrotu do Polski. Mama nas poinstruowała jak mamy się zachować na granicy i co mówić.
Na granicy do autokaru wszedł celnik i zapytał "Kto przewozi dolary?",
Zapadła cisza a po chwili wymsknęło mi się "Ja". Celnik spojrzał na mnie i zaczął się tak śmiać , że tylko ręką machnął i kazał nam jechać dalej. Chyba pomyślał , że żartuję, bo kto o zdrowych zmysłach by się przyznał ,że przewozi dolary. Do tej pory się z tego śmiejemy.

k
kinga.jarosz@...

Dlaczego...bo uratowała mi życie i dzięki niej ma teraz 42 lata. W ramach walki z panicznym strachem przed lataniem wybrałam się z przyjaciółką w daleką podróż. Dziewięć godzin lotu to dla mnie wyzwanie. Dałam radę. Pekin okazał się zupełnie innym światem a każde zwiedzane miejsce było wyjątkowe. Najbardziej wyjątkowym okazało się muzeum Buddy gdzie pośrodku stała wielka waza do której wrzucało się pieniążek i myślało życzenie. Oczywiście z radością ja, moja przyjaciółka i setka innych zwiedzających dokonałyśmy odpowiednich czynności. Zaraz po tym w ramach odpoczynku usiadłam na ławce aby się napić. Moja przyjaciółka oddaliła się aby obejść wkoło wielka wazę. Kiedy spragniona napiłam się napoju zachłysnęłam się tak, że przy każdej próbie złapania powietrza czułam, że jest coraz gorzej, gorzej i gorzej. Nikt wokół, a było mnóstwo zwiedzających nie reagował na wydawane przeze mnie dźwięki i ruchy rękami. Na szczęście usłyszała to moja przyjaciółka, która podbiegła do mnie i ze wszystkich sił uderzyła mnie w plecy. Zadziałało. Przed długi okres czasu wszelkie napoje spożywałam przy pomocy słomki :) Teraz latanie już nie jest wyzwaniem :)

k
kaczuszka

Moja przygoda miała miejsce nad Morzem Bałtyckim, gdzie wybrałam się razem z przyjaciółmi.
Nasz odpoczynek trwał 5 dni. Ku zadowoleniu wczasowiczów pogoda dopisywała, przez cały pobyt świeciło słońce, a temperatura osiągała ponad 30 stopni. Każdego dnia spacerowaliśmy ulicami Trójmiasta, zaopatrzyliśmy się w mnóstwo pamiątek. Codziennie miewaliśmy różne przygody, jednak moja pobiła wszelkie rekordy. Ostatniego dnia postanowiłam zaszaleć, jeśli chodzi o mój strój. Ubrałam krótką mini spódniczkę oraz rajstopy kabaretki. Słońce świeciło cały dzień, było wręcz upalnie. Gdy zmęczeni całodniowym spacerem wróciliśmy do hotelu, własnym oczom nie dowierzałam. Ściągając kabaretki zobaczyłam, że na moich nogach pojawiła się "opalona kratka". Nie wiem do dziś, co strzeliło mi do głowy, żeby w tak upalny dzień założyć kabaretki i tak koszmarnie się opalić. Najgorsze w tym był fakt, że nie spakowałam do walizki długich spodni i musiałam przez kilka dni paradować z "nogami w kratkę". Moi znajomi nie mogli przestać się śmiać, humor dopisywał im długo. Jednak mimo tej przygody bardzo miło wspominam tamten pobyt...

g
gamin

Wypad z kumplem na ryby kiedy nie mieliśmy nawet dziesięciu lat. Oczywiście wędki zrobiliśmy sami bo prawdziwej nie byliśmy w stanie utrzymać. Mój dziadek zamontował nam takie fajne małe kołowrotki no i oczywiście prawdziwa żyłka i przynęta. Siedzieliśmy z moim dziadkiem od rana ale nikt z nas nic nie złapał ale to co zdarzyło się pod koniec dnia każdy z nas zapamiętał - Ja w pewnym sensie złapałem rybę. W pewnym sensie ponieważ zobaczyłem ją pływającą w krzakach "do góry brzuchem" Ile ja się wtedy upłakałem.... ponieważ mój dziadek nie chciał zabrać do domu "mojej ryby" na nic były argumenty, że ona nie żyje, ja chciałem ją wszystkim pokazać. Po bardzo dłuuugim płaczu stanęło na tym, że dziadek pożyczył od swojego kolegi wędkarza złapaną rybę i to z nią wróciliśmy do domu utrzymując, że to ja ją złowiłem. Do dziś żaden z nas nie przyznał się co się wtedy tak naprawde stało;)

k
karadi

Pewnego niezbyt pięknego jak na porę roku dnia (był to sierpień, ale słońce nie dopieszczało, natomiast nie padało i było całkiem ciepło) razem z koleżankami postanowiłyśmy wziąć aparat i pstryknąć parę fotek. Przypadkowo trafiłyśmy na stację kolejową, przy której stały stare pociągi. Jak się potem okazało jeden z nich był doszczętnie spalony a jego wnętrze posłużyło nam jako niesamowite tło dla naszej szaroburej sesji tego dnia. Dlaczego zapadło mi w pamięć? Zdjęcia mamy do dzisiaj, a wtedy miałyśmy niezłego stracha że zaraz ktoś nas przyłapie i pogoni.

j
joannagrabarek@...

Z moja przyjaciolka malgosia bylam na wakacjach w urlach. Ja w ciazy i z corecza za reke a ona samotnai poszuujaca. Wieczorem wyszlysmy na spacer, pogaduchy . Wracamy, brama zamknieta, telefonow komorowych jeszcze w polsce nie bylo-1984rok-, ochroniarze to byl fach przyszlosci. stoimy przed brama, sciemnia sie i co dalej? Przed nami do sforsowania siatka. wypadlo na mnie. wdrapalam sie na siatke, przeszlam i sprowadzilam pomoc. Z dzisiejszej perspektywy nigdy bym tego nie zrobila- bylam w ciazy. moja glupota nie miala granic.

M
Maggie27

Wychowałam się na wsi spędzając mnóstwo czasu z całą bandą innych dzieci. Najbardziej jednak utkwiło mi w pamięci kiedy z moją sąsiadką Martą robiłyśmy małe bukieciki z żywych kwiatów dołączając do każdego liściki typu "Miłego dnia", "uśmiechnij się" itp. Podrzucałyśmy bukiety pod drzwi mieszkańców wioski, dzwoniłyśmy dzwonkiem i uciekałyśmy co sił w nogach. Miałyśmy mnóstwo frajdy obserwując reakcje osób podnoszących nasze 'niespodzianki'. Jednak plan nie był chyba do końca dopracowany bo... kwiaty "przywłaszczałyśmy" sobie z ogródków owych mieszkańców, co oczywiście nie uszło nam na sucho. Wspominam to jednak z wielkim uśmiechem. Z tego co wiem, obdarowani również :)

p
pestka

Najlepsza przygoda z moją przyjaciółką, niestety nie nadaje się do przytoczenia i opisania na forum ..... ale zapewniam, że była niesamowita, zwariowana i nie zapomnę jej do końca życia :D :D :D
ps. i to właśnie z Tą wariatką poszłabym na wystawianą sztukę !!!

Dodaj ogłoszenie