Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Przygody lepsze niż w Kenii? Oto 5 najlepszych atrakcji Krainy Tysiąca Wzgórz – Rwanda was zachwyci!

Emil Hoff
Emil Hoff
Wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Marzyliście kiedyś o wyprawie do dżungli, takiej prawdziwej, z lianami, egzotycznymi ptakami, szympansami i gorylami? Albo o zajrzeniu do wnętrza pałacu afrykańskiego króla? Albo o rejsie luksusowym statkiem po wielkim jeziorze po drugiej stronie równika? Te i więcej cudów czekają na was w Rwandzie, Krainie Tysiąca Wzgórz. Czy warto się tam wybrać? Czy to bezpieczny kraj? Sprawdziliśmy to na własnej skórze. Poniżej znajdziecie relację z naszej z wyprawy do Rwandy i testowania najlepszych atrakcji tego niezwykłego kraju. Rwanda niejednym was zaskoczy!

Spis treści

Goryle górskie w parku narodowym Volcanoes w Rwandzie
Niewielu polskich turystów zapuszcza się do Rwandy, a tak się składa, że to jeden z najbardziej niezwykłych i zaskakujących krajów w Afryce. Udałem się do Rwandy i przetestowałem jej atrakcje na własnej skórze - przekonajcie się, jakie przygody czekają na was w tym odległym kraju. Będziecie nieźle zaskoczeni! Emil Hoff / Polska Press

Poleciałem do Rwandy na turystyczny rekonesans. Czy warto się tam wybrać?

Na przełomie października i listopada 2023 wybrałem się do Rwandy w Afryce Wschodniej, by jako przedstawiciel mediów wziąć udział w szczycie Światowej Rady Podróży i Turystyki (World Travel and Tourism Council, WTTC), organizowanym w stolicy tego kraju, Kigali.

WTTC to największa organizacja prywatnych przedsiębiorców z branży turystycznej, a jej coroczne szczyty są okazją do spotkania przedstawicieli najważniejszych graczy na rynku, wymiany spostrzeżeń, omówienia stanu światowej turystyki, bieżących trendów i prognoz na przyszłość. Relację ze szczytu WTTC w Kigali możecie przeczytać na naszym portalu.

Jednak konferencja biznesowa nie była jedynym powodem, dla którego wybrałem się do Rwandy. Szczyty WTTC to zawsze okazja dla kraju-gospodarza do rozpromowania swojej oferty turystycznej. Nie inaczej było w przypadku Rwandy. Po zakończeniu szczytu dziennikarze z całego świata dostali możliwość wzięcia udziału w objeździe po najważniejszych atrakcjach kraju, by mogli potem poinformować swoich czytelników o tym, co widzieli.

Wylosowałem wycieczkę w dwóch kierunkach: najpierw na południe, do parku narodowego Nyungwe, a potem na północ, do parku Volcanoes. Naszą wesołą gromadkę czekała nie lada przygoda: aż trzy trekkingi po dwóch różnych dżunglach, spotkanie oko w oko z gorylem, do tego odwiedziny w pałacu dawnych królów Rwandy i testowanie całkiem nowej atrakcji na jeziorze dwadzieścia razy większym od Śniardw.

Co zobaczyłem w Rwandzie? Czy warto lecieć z Polski aż tak daleko? Przekonajcie się – poniżej przedstawiam 5 najlepszych atrakcji turystycznych Rwandy, które przetestowałem na własnej skórze.

Najpierw jednak kilka słów o samej Rwandzie. Czy to w ogóle bezpieczny kraj? Możecie być zaskoczeni.

Piękny widok w Rwandzie
Rwanda jest bardzo górzysta, co może utrudnia podróżowanie, za to pozwala podziwiać wyjątkowo piękne widoki. Emil Hoff / Polska Press

Rwanda na mapie:

Rwanda: transformacja, która zadziwiła świat

Dla polskich turystów Afryka to przede wszystkim Egipt, Maroko i Tunezja, popularnością cieszy się też należąca do Tanzanii wyspa Zanzibar. Miłośnicy zwierząt wybierają się jeszcze czasem do Kenii na safari fotograficzne i to zasadniczo tyle. Tymczasem Czarny Ląd skrywa wiele niezwykłych zakątków, które naprawdę warto odkryć. To nie zaskakuje, gdy zdamy sobie sprawę choćby z faktu, że Afryka jest trzy razy większa od Europy. Na tak ogromnym i różnorodnym obszarze nie brakuje miejsc, które mogą was zaskoczyć i zachwycić, tyle że mało kto o nich słyszał – oferta Afryki Subsaharyjskiej rzadko dociera do uszu i oczu turystów z naszego zakątka świata.

Jedną z ukrytych pereł Afryki jest Rwanda, Kraina Tysiąca Wzgórz, malutkie państwo (mniejsze od Mazowsza) położone między Tanzanią i Demokratyczną Republiką Konga, w regionie Wielkich Rowów Afrykańskich, kawałek na południe od równika. Rwanda leży wysoko w górach, znaczną jej część porasta dżungla (tzw. las mglisty), nie ma dostępu do morza, a w XXI wiek weszła w stanie iście katastrofalnym.

To właśnie tutaj w 1994 r. doszło do ludobójstwa – członkowie plemienia Hutu wymordowali do 800 tys. sąsiadów i współbraci z plemienia Tutsi. Rzeź w Rwandzie stała się synonimem kompletnego upadku i piekła na ziemi. Echa tragedii dotarły nawet do Polski: reportaże z Rwandy pisał Kapuściński (zob. „Heban”), odniesienia do wydarzeń z 1994 r. możemy też odnaleźć w rodzimym kinie (akurat niezbyt poważnym, za to popularnym). Pamiętacie tekst Laski z „Chłopaki nie płaczą”? „Jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi ani Hutu…”. Chodziło mu właśnie o Rwandę.

Jeżeli zrobiło wam się żal Rwandyjczyków i rozglądacie się właśnie za numerem konta UNICEF-u, możecie sobie darować. Rwanda w ciągu ostatnich 30 lat przeszła oszołamiającą transformację. Z najbardziej upadłego zakątka na Ziemi zmieniła się w drugie najszybciej rozwijające się państwo w Afryce. Rwanda jest dziś wyjątkowo stabilna i bezpieczna, przoduje w rankingach najmniej skorumpowanych i najbardziej praworządnych krajów, panują tu wyjątkowo dobre warunki do inwestycji i rozwoju biznesu. Kigali, stolica Rwandy, to nowoczesne miasto wielkości Warszawy.

Kigali za dnia
Rwanda jest dziś nowoczesnym krajem, a jej stolica, Kigali, to tętniąca życiem metropolia. Emil Hoff / Polska Press

Rwandyjczycy, dumni ze swojej kultury, chcą ją pokazywać całemu światu i prężnie rozwijają ofertę turystyczną swojego kraju, chcąc przyciągnąć do Krainy Tysiąca Wzgórz jak najwięcej zagranicznych gości. W branży turystycznej pracuje dziś bezpośrednio ok. 250 tys. Rwandyjczyków i drugie tyle pośrednio. To pół miliona z narodu liczącego 14 milionów dusz – ok. 3,5 proc. obywateli. Turystyka to dla Rwandyjczyków nie tylko biznes, ale też ważny czynnik jednoczący. Jak powiedział Francis Gatare, przewodniczący Rady Rozwoju Rwandy, w czasie szczytu WTTC:

– Turystyka to branża, która ma wyjątkowo silny wpływ na łączenie ludzi i leczenie ran. Napływ gości z zagranicy otworzył nam oczy na świat i nasze położenie w świecie, co wzmocniło poczucie jedności mieszkańców Rwandy i złagodziło wewnętrzne napięcia. Nasze własne podróże także wiele nas nauczyły. Dziś my, Rwandyjczycy, czujemy się obywatelami kraju i całego świata, a nie tylko mieszkańcami wioski czy członkami plemienia.

Kigali nocą
Położenie Kigali na wzgórzach sprawia, że z każdego miejsca i o każdej porze dnia i nocy miasto wygląda pięknie. Emil Hoff / Polska Press

Więc już wiecie – Rwanda to dziś jeden z afrykańskich tygrysów, kraj bezpieczny i gościnny, zdumiewający przykład tego, że społeczności ludzkie są w stanie nie tylko przetrwać, ale nawet rozkwitać po największych tragediach.

Ale czy Rwanda jest atrakcyjna turystycznie? Turystyka ma tu charakter głównie przygodowy: do Rwandy przybywają miłośnicy natury i zwierząt, by przedzierać się przez dżunglę na spotkanie niezwykłych i unikatowych stworzeń, jak tutejsze goryle górskie. Wycieczki do Rwandy mają być czymś więcej niż tylko zwiedzaniem – to okazja do przeżycia czegoś niezwykłego, co zapamiętamy do końca życia.

A jak jest w praktyce? Przekonajcie się sami – poniżej przedstawiam 5 najlepszych atrakcji Rwandy. Na końcu artykułu znajdziecie jeszcze praktyczny poradnik podróżowania do Rwandy (czas lotu, ceny, typ gniazdka, kwestie zdrowotne itp.).

Czytaj też: Zanzibar 2023/24. Wakacje jesienią i zimą na rajskiej wyspie: atrakcje, pogoda, loty. Co warto zobaczyć? Sprawdź zasady wjazdu

Miejsce 5: Kivu Queen, czyli rejs luksusową łodzią po gigantycznym jeziorze

Nasze zestawienie zaczynamy łagodnie – od atrakcji, która może przypaść do gustu wszystkim. To przyjemny sposób spędzenia weekendu lub części urlopu w odległej Afryce bez narażania się na szok kulturowy czy nadmierny wysiłek. Zaczynamy nie od gór porośniętych mglistą dżunglą ani nie od dzikich zwierząt, lecz od wyjątkowej przejażdżki po pięknym jeziorze.

Zachód słońca nad jeziorem Kivu
Jezioro Kivu jest gigantyczne, ale to i tak kałuża w porównaniu do Jeziora Wiktorii. Emil Hoff / Polska Press

Zachodnia granica Rwandy przebiega przez środek jeziora Kivu. To jedno z mniejszych jezior regionu Wielkich Rowów Afrykańskich, ale i tak jego rozmiar robi wrażenie. Kivu ma 2700 km kwadratowych powierzchni, a więc jest prawie 24 razy większe od jeziora Śniardwy.

Brzegi jeziora są bardzo malownicze: dość gwałtownie wspinają się w górę, tworząc jakby widownię teatru, na której rozsiedli się widzowie – hotele, kurorty i luksusowe wille, ale także malownicze plantacje herbaty i kawy. Z wody wyrastają liczne wysepki, najczęściej niewielkie, zamieszkane tylko przez ptaki i porośnięte egzotyczną roślinnością. Przyjemny, ciepły klimat w połączeniu z lekką bryzą sprawia, że można się tu poczuć jak na chorwackiej riwierze.

Łódka turystyczna w kurorcie Cormoran Lodge
Taką kolorową łodzią turystyczną popłynęliśmy z kurortu Cormoran Lodge na spotkanie ze statkiem Kivu Queen. Emil Hoff / Polska Press

Wschodni brzeg jeziora Kivu, należący do Rwandy, jest dobrze zagospodarowany turystycznie. Nie brak tu miejsc na wypoczynek w różnym standardzie (główne ośrodki to Rubavu, Karongi i Rusizi), ale nie jest to też jeden wielki kurort. Nad wodami Kivu nadal toczy się normalne życie - rybacy łowią ryby, zarzucając szeroko sieci, a łodzie turystyczne mijają się z ich kutrami.

Trudno się jednak dziwić, że przedsiębiorcy starają się wykorzystać walory wybrzeża Kivu jak tylko można i stale poszerzają lokalną ofertę turystyczną. Już dziś możecie tu nie tylko opalać się i wyłgiwać na plaży. Na miłośników aktywnego wypoczynku czekają kajaki, a także szlak rowerowy, prowadzący z Rubavu do Rusizi, długi na prawie 230 km, łączący zlewiska Nilu i Konga. Turyści mogą też wybrać się na zwiedzanie okolicznych plantacji.

Kurort Cormoran Lodge
Cormoran Lodge to jeden z licznych kurortów na brzegach jeziora Kivu. Rejs statkiem wypływającym z jednej z nadbrzeżnych miejscowości może być ciekawym urozmaiceniem podroży z Kigali do któregoś z parków narodowych: Nyungwe lub Volcanoes. Emil Hoff / Polska Press

Nowa atrakcja na jeziorze Kivu

Niedługo na wodach jeziora Kivu pojawi się nowa atrakcja, którą mieliśmy przyjemność wypróbować przed oficjalnym otwarciem. To pływający hotel – luksusowa łódź i nazwie Kivu Queen (Królowa Kivu), należąca do sieci hotelowej Mantis. Mantis posiada w Rwandzie cztery różne obiekty, w tym duży hotel nad samym jeziorem Kivu i luksusowe domki wypoczynkowe w parku narodowym Akagera, ale Kivu Queen to pierwsza łódź w planowanej flocie firmy.

Statek Kivu Queen z oddali
Podpływamy do statku Kivu Queen. To nowy pływający hotel, który zabierze was w rejs po jeziorze Kivu. Emil Hoff / Polska Press

Na spotkanie Królowej wyruszyliśmy z kurortu Cormoran Lodge w miasteczku Kibuye. Niewielka łódka turystyczna zabrała nas na pokład Kivu Queen, sunącej dumnie po jeziorze. Załoga powitała nas tradycyjnymi pieśniami, a po pokładzie oprowadzili Michelle i Emil z RPA, którym udało się doprowadzić ten projekt do końca mimo licznych trudności związanych z pandemią koronawirusa.

Ostatecznie, po 6,5 roku prac, Kivu Queen została ukończona. Jej stalowy kadłub ma 32 m długości i 12 m szerokości. Łódź ma cztery pokłady, jest wysoka na 8,5 m przy zanurzeniu 1,8 m. Ma ok. 160 ton wyporności. Napędzają ją dwa silniki o łącznej mocy 500 koni mechanicznych.

Cormoran Lodge na mapie:

Rejs wycieczkowy w sercu Afryki

Kivu Queen oferuje 10 kabin w różnych standardach. Każda nosi nazwę jednego z rwandyjskich jezior. Dwie kabiny de luxe na górnym pokładzie łączy wygodny salonik, dwie na środkowym mają własne balkony, sześć pozostałych to kabiny zwykłe (co nie znaczy, że nudne!). Wszystkie są bardzo schludne, z wygodnymi łazienkami i tarasami pozwalającymi podziwiać widoki.

Wnętrze kabiny na statku Kivu Queen
Wszystkie kabiny na statku Kivu Queen są schludne i wygodne. Mantis stawia nacisk na ekologię i nie używa w swoich hotelach - na lądzie ani na wodzie - jednorazowych opakowań plastikowych. Emil Hoff / Polska Press

Całe wyposażenie kabin, od mebli po prześcieradła, zostało wykonane lokalnie, a na pokładzie statku nie używa się jednorazowych opakowań z plastiku. Nawet kapcie wykonano ze specjalnie uplecionych liści bananowca. Oprócz kabin na statku znajduje się duża jadalnia z barem, a także pokładowe jacuzzi i basen.

Basen na statku Kivu Queen
Na pokładzie Kivu Queen czeka na was basen, jacuzzi i oczywiście tarasy do opalania. Emil Hoff / Polska Press

Do atrakcji rejsu należeć będą też wycieczki łodziami na okoliczne wysepki o intrygujących nazwach (np. Wyspa Pluszowego Misia czy Napoleona). Sam rejs pomyślany jest jako luksusowy skrót czy też alternatywna droga z Kigali do parku narodowego Nyungwe. Mniej więcej 3-dniowa wycieczka pozwoli wam przepłynąć wzdłuż całego rwandyjskiego wybrzeża jeziora Kivu z Gisenyi na północy, przez Kibuye w prowincji Karongi, do położonego na południu Rwesero.

Sterownia na statku Kivu Queen
W sterowni statku Kivu Queen. Przez okno widać liczne wysepki na jeziorze Kivu. Cała okolica przypomina nieco riwierę chorwacką. Emil Hoff / Polska Press

Jeśli lubicie rejsy wycieczkowe – wypoczynek w pływającym hotelu, który codziennie zabiera was w inne miejsce – weekend spędzony na jeziorze Kivu w Rwandzie, na pokładzie statku Kivu Queen, na pewno przypadnie wam do gustu. Macie szansę zostać jednymi z pierwszych oficjalnych gości – rezerwacje kabin mają ruszyć w grudniu 2023 r., a pierwszy rejs zaplanowany jest na styczeń 2024 r.

Miejsce 4: Nyanza, dawna stolica królestwa Rwandy

Rwanda ma długą historię, którą turyści mogą poznać w niezwykłym miejscu: w Nyanzie, dawnej stolicy królestwa. Rwanda była królestwem przez prawie 1000 lat, od XI w. n.e. do 1961 r., choć pierwszy poświadczony w źródłach pisanych monarcha - Ruganzu I Bwimba – zasiadał na tronie w XV w.

Stolicę Rwandy przeniósł do Nyanzy (dziś Rukari) w 1891 r. król Yuhi V Musinga; wcześniej władca podróżował po całym kraju ze swoim dworem, trochę jak nasi wcześni Piastowie, by nie obciążać za bardzo swoimi potrzebami jednego miejsca i jednocześnie mieć oko na wszystkie sprawy we wszystkich zakątkach swoich włości.

Muzeum historii Rwandy
Następna Yuhiego, Mutara III Rudahigwa, zamieszkał w nowym pałacu, przypominającym duży kolonialny dom. Dziś znajduje się w nim muzeum, w którym możecie poznać całą historię Rwandy. Oprowadzał nas po nim przewodnik o bardzo pasującym imieniu Vergil. Emil Hoff / Polska Press

Yuhi V Musinga to intersująca postać także z tego powodu, że to właśnie na czasy jego panowania przypadł pierwszy kontakt Rwandyjczyków z Europejczykami. W 1892 r. do Krainy Tysiąca Wzgórz wkroczył Austriak, Oskar Baumann, dając początek niełatwym relacjom królów Rwandy z kolonialnymi potęgami. Kraj znalazł się pod kontrolą Belgów, ale w Rwandzie Belgowie nie poczynali sobie tak śmiele i okrutnie, jak w sąsiednim Kongu. Starali się raczej przypodobać królowi i arystokratycznemu plemieniu – Tutsi – sprawującemu ekonomiczne i kulturowe zwierzchnictwo nad drugim, liczniejszym plamieniem, Hutu. Tutsi posiadali bydło, kluczowe dla rwandyjskiej gospodarki (zob. niżej), i odnosili się z wyższością do Hutu, zwykłych rolników. Ten podział plemienny wraz z nadejściem Europejczyków wyostrzył się, bo oto raptem Tutsi zaczęli bogacić się na handlu z Europą i wzmacniać swoje symboliczne raczej do tej pory zwierzchnictwo nad Hutu. Napięcia, trwające ponad wiek, doprowadziły w końcu do wojny domowej i tragedii ludobójstwa, która wstrząsnęła Rwandą w 1994 r.

Król Yuhi V Musinga wcale nie lubił Belgów i buntował się przeciw ich wpływom. Został za to zdetronizowany i zastąpiony przez swego syna, który jako Mutara III Rudahigwa rządził Rwandą do 1959 r. Mutara przez większą część swego panowania był marionetką Belgów, choć w końcu udało mu się uniezależnić i wprowadzić ważne reformy, a nawet znieść tradycyjny porządek społeczny (ubuhake), oparty o posiadanie bydła. To oczywiście nie spodobało się kolonizatorom, którzy porzucili Tutsi i zaczęli faworyzować Hutu. Kolejny król, Kigeli V, został wygnany z kraju przez Hutu, którzy wprowadzili republikę.

Stojak z dzidami
W naszych zamkach na ścianach wiszą miecze, a pod ścianami stoją zbroje. W pałacu królewskim w Rwandzie możecie zobaczyć stojak na tradycyjne dzidy. Emil Hoff / Polska Press

Dwa pałace Nyanzy

Zabytki tej dziwnej epoki, w której stare zadziwiająco szybko ustąpiło nowemu, możecie oglądać dziś w Nyanzie. Na terenie skansenu stoją dzisiaj dwa pałace królewskie: tradycyjny pałac Yuhiego V (to wierna kopia; oryginał został zniszczony przez rozwścieczonych nieposłuszeństwem Belgów) i siedziba jego następcy, wygodny pałac w kolonialnym stylu, zbudowany w latach 30. XX w.

Nowy pałac to dziś muzeum historii Rwandy; zobaczycie w nim kilka wystaw poświęconych kolejnym etapom dziejów kraju. Większość mebli, stojących w pokojach, to oryginały, używane przez ostatnich władców Rwandy – są raczej praktyczne niż piękne. Naszą uwagę zwróciły ciekawostki, jak stojak na dzidy i ozdoby z kości słoninowej. Nie ma ich tu jednak wiele. Nowy pałac to atrakcja przede wszystkim dla miłośników historii, którzy chcą lepiej poznać i zrozumieć współczesnych Rwandyjczyków.

Dawny pałac królewski w Nyanzie
Tak mieszkał Yuhi V Musinga, jeden z ostatnich królów Rwandy. Emil Hoff / Polska Press

Ciekawszy wydał nam się tradycyjny pałac Yuhiego V. Z daleka przypomina duży namiot, ale z bliska okazał się być imponującą i misterną konstrukcją, wykonaną z pni, gałęzi i kory drzew oraz wielkiej ilości plecionych mat. Po zdjęciu butów pozwolono nam wejść do środka. W półmroku mogliśmy podziwiać dużą centralną salę z paleniskiem, królewską sypialnię (łóżko, czy raczej leże z miękkiej kory, wypełniało całą przestrzeń) i miejsce audiencji. Król przyjmował gości przed wejściem do pałacu, siedząc na tronie przypominającym okrągły taboret.

Sufit w pałacu króla Rwandy
Pałac to misterna konstrukcja z drewna i mat. Emil Hoff / Polska Press

Chata Mleka, Chata Wina

Pałac Yuhiego V zajmuje centralne miejsce w całym kompleksie budowli, ukazujących, jak dawniej żyło się na dworze królów Rwandy. Pokazano nam jeszcze Chatę Mleka, czyli zupełnie osobny dom, w którym dawniej przechowywano naczynia z mlekiem krów inyambo, zarezerwowanym dla króla. Mleka strzegła i serwowała królowi specjalnie wybrana służka, zawsze dziewica, która musiała całkowicie poświęcić się swojej misji i mogła wyjść za mąż tylko po śmierci monarchy.

Tron króla Rwandy
Król udzielał audiencji przed wejściem do pałacu, siedząc na tronie, przypominającym okrągły stołek. Emil Hoff / Polska Press

Widzieliśmy także Chatę Wina, w której przechowywano z kolei tradycyjny trunek rwandyjskiej elity. To alkoholowy napój z bananów, nazywany najczęściej winem, choć dziś sprzedawany jest w barach i supermarketach w metalowych puszkach niczym piwo. Bananowe puszkowane wino znajdziecie na sklepowych półkach pod nazwą Akarusho. Napój jest gęsty i słodki, dość mocny jak na wino (14 proc.), smaczniejszy po schłodzeniu. Na pewno można go polecić wszystkim koneserom egzotycznych alkoholi.

Sypialnia króla Rwandy
Sypialnia królewska to osobna sekcja pałacu, w całości wypełniona łożem pokrytym narzutą z wyjątkowo delikatnej plecionki z kory. Widoczne pod ścianami pojemniki zawierały cenne przedmioty i pokarmy, na które król chciał mieć zawsze specjalne baczenie. Emil Hoff / Polska Press

Muzeum Pałacu Królewskiego w Nyanzie na mapie:

Święte krowy Afryki

Tradycja i kultura Rwandy kształtowała się pod przemożnym wpływem plemienia Tutsi, dla którego oznaką statusu i dobrobytu były krowy lokalnej rasy, nazywanej inyambo. Zwierzęta te mają wyjątkowo duże rogi, zawijające się finezyjnie na końcach. Dawniej krowy inyambo uznawano niemal za święte, układano na ich cześć pieśni, a wiele ruchów i póz w tradycyjnych rwandyjskich tańcach ma naśladować właśnie te szlachetne zwierzęta. Posiadanie krów inyambo było prerogatywą króla i jego faworytów. Uczono je nawet maszerowania w paradach, tak by wszyscy mogli podziwiać potęgę i zamożność władcy. Krowy ozdabiano tę okoliczność biżuterią i pięknymi tkaninami. Nic dziwnego, że Rwandyjczycy nie wahali się iść na wojnę z sąsiadami, kiedy ci ośmielili się ukraść władcy choćby kilka jego ukochanych inyambo.

Krowa inyambo
Krowy inyambo były kiedyś atrybutami królewskiej władzy i wyznacznikiem społecznego statusu. Dziś w Nyanzie trzyma się ich niewielkie stadko. Są żywym symbolem tradycji. Żaden król nie pije już ich mleka, ale opiekunowie nadal śpiewają im tradycyjne pieśni. Krowy są też uczone paradowania i czasem dają pokazy musztry przed turystami (taka przyjemność kosztuje ok. 100 USD). Emil Hoff / Polska Press

Opiekun krów był jedną z najbardziej szanowanych postaci na dworze króla Rwandy. Musiał nie tylko znać wszystkie potrzeby i zwyczaje zwierząt, ale też traktować je z należytym szacunkiem, zgodnie z etykietą, a nawet śpiewać im tradycyjne pieśni. Najlepsi hodowcy potrafili sprawić, by rogi młodych krów wywijały się w unikalny sposób, co jeszcze przydawało im elegancji i wartości; dziś ta sztuka zanikła, ale same krowy inyambo nadal można oglądać właśnie w Nyanzie.

Działa tu cała zagroda, w której krowy prowadzą stateczny żywot pod okiem profesjonalnych opiekunów. Nadal śpiewane im są tradycyjne pieśni, ale nikt już nie pije mleka świętych krów (inyambo i tak dają go bardzo mało i zostawia się je w całości cielętom). Nie wolno ich też zabijać na mięso. Zgodnie ze zwyczajem, gdy inyambo padnie, urządza się jej pogrzeb w sekretnym miejscu, by nikt nie sprofanował grobu; tylko rogi można zabrać jako pożądaną ozdobę.

Dziś krowy inyambo trzymane są w Nyanzie jako jeden z eksponatów w skansenie, żywa pamiątka dawnych czasów i nośnik unikalnych tradycji Rwandy. Turyści rozpływają się z zachwytu na ich widok, a krowy pozwalają robić sobie zdjęcia w zamian za głaskanie po pyskach. Zamiłowanie do pieszczot zostało im widać z dawnych czasów, gdy prowadziły dworskie życie z wszelkimi wygodami.

Miejsce 3: Szympansy w parku narodowym Nyungwe

Główną atrakcją Rwandy są dzikie zwierzęta, zwłaszcza małpy naczelne, i oto po raz pierwszy w naszym zestawieniu pojawiają się przedstawiciele tej grupy – szympansy. Zamieszkują one gęste lasy parku narodowego Nyungwe na południu kraju, blisko granicy z Burundi.

Nyungwe to duma Rwandy: rozległa połać dżungli skrywa prawdziwe skarby przyrody. Żyje tu ok. 13 różnych gatunków małp naczelnych, 300 gatunków ptaków i 120 gatunków motyli, wiele endemicznych (niewystępujących nigdzie indziej). Na terenie parku przebiega wododział dwóch wielkich afrykańskich rzek: Konga i Nilu. Możecie tu nawet zobaczyć najdalej położone źródło Nilu – to niewielki strumień wypływający ze zbocza góry Bigungu. Struga ma przed sobą daleką drogę i ważne zadanie – 5000 km dalej wpada do Morza Śródziemnego już jako potężny Nil, po drodze dostarczając życiodajną wodę czterem krajom.

Niedawno społeczność międzynarodowa doceniła wielki wysiłek, jaki pracownicy parku wkładają w konserwację przyrody i rozwój zrównoważonej turystyki ekologicznej: we wrześniu 2023 r. park Nyungwe został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Las mglisty w Rwandzie
Mglisty poranek w dżungli w parku narodowym Nyungwe. Emil Hoff / Polska Press

Na spotkanie szympansów

Jedną z głównych atrakcji parku jest trekking, czyli wycieczka przez dżunglę na spotkanie szympansów. Szympansy są niezwykle inteligentne i może dlatego unikają ludzi. Jako zręczni wspinacze większość czasu spędzają żerując wysoko w koronach drzew, przez co trudno je odnaleźć i sfotografować. Nam jednak udało się je odnaleźć i zrobić kilka zdjęć.

Wycieczki do szympansów zaczynają się wczesnym rankiem. Każdej grupie towarzyszy przewodnik, doświadczony tropiciel, machetero, czyli operator maczety, niezbędnej do wycinania ścieżki wśród gęstych zarośli, i tragarze, pomagający turystom przedostać się przez najtrudniejsze odcinki szlaku. Każdy turysta dostaje do ręki kij pomagający we wspinaczce (w Rwandzie wszystkie lasy rosną na zboczach gór). Bardzo przydają się także rękawice ochronne, których jednak park nie ma na wyposażeniu, więc każdy turysta musi zabrać ze sobą własną parę.

Razem, ale osobno

Mieliśmy szczęście i trafiliśmy na szympansy już po mniej więcej 20 minutach marszu, ale droga nie była łatwa. Przewodnik poprowadził nas praktycznie w litą ścianę zarośli; najpierw nasz machetero wycinał szlak wśród lian i korzeni, a potem my podążaliśmy za nim gęsiego, często na czworakach, przeciskając się pod gałęziami drzew.

W pewnym momencie straciliśmy grunt pod nogami – weszliśmy na coś, co można opisać jako platformę czy wielką poduszkę z gęsto uplecionych korzeni. Kije stały się bezużyteczne, bo nie było ich w co wbijać – pod nami zamiast ziemi były tylko zbite w zwartą masę zarośla. Trzeba było łapać się wszelkich wystających pnączy, by posuwać się naprzód; sprawdzała się też metoda ślizgania na czworakach po mokrym zielsku. Zdecydowanie przydatniejsze od kijów były rękawiczki – pamiętajcie, by zawsze je zabierać na wycieczkę do dżungli.

Szympans wysoko na drzewie
Po lewej na drzewie widać sylwetkę szympansa, wpatrzonego filozoficznie w dal. Szympansy żerują wysoko na drzewach i trudno je dostrzec. Emil Hoff / Polska Press

W końcu napotkaliśmy rodzinę szympansów, żerujących wysoko na drzewach. Mogliśmy spędzić z nimi całą godzinę, ale trudno było to nazwać bliskim spotkaniem: zwierzęta kryły się wśród gałęzi i liści wysoko nad nami. Były ledwo widoczne; od czasu do czasu mogliśmy jednak usłyszeć ich nawoływania.

Nasze spotkanie z szympansami miało raczej charakter obserwacji ze sporego dystansu, ale są w Rwandzie inne naczelne, które nie obawiają się ludzi i pozwalają im podchodzić o wiele bliżej. Poznacie je w dalszej części rankingu najlepszych atrakcji Rwandy.

Czytaj też: 5 miejsc na niezapomniane safari. Tutaj przeżyjesz afrykańską przygodę z dziką naturą i pełną pięknych krajobrazów. Co zobaczyć na safari?

Miejsce 2: Ścieżka w koronach drzew w parku narodowym Nyungwe

W parku Nyungwe jest jeszcze jedna wyjątkowa atrakcja, która może przypaść wam do gustu nawet bardziej niż szukanie szympansów w dżungli. To ścieżka w koronach drzew – spacer po wąskim stalowym moście nad zalaną mgłą doliną w środku dżungli.

Tak jak inne tego typu atrakcje, ścieżka w Nyungwe pozwala cieszyć się wyjątkowo pięknymi widokami i spoglądać na okolicę z nowej perspektywy; w przeciwieństwie jednak do podobnych atrakcji w Europie, tu macie wokół siebie rozległy tropikalny las i falujące, porośnięte dżunglą wzgórza.

Ścieżka w koronach drzewa w parku Nyungwe
Na pierwszym planie jeden z trzech mostów, tworzących ścieżkę w koronach drzew w parku narodowym Nyungwe. W oddali po prawej widać drugi most. Emil Hoff / Polska Press

Na szlaku Igishigishigi

Ścieżka w koronach drzew nadaje się lepiej na wycieczkę dla turystów, zwłaszcza grup z dziećmi, niż trekking w poszukiwaniu szympansów. Prowadzący do niej szlak jest o wiele łatwiejszy. Trasa o nazwie Igishigishigi to pętla długości ok. 2 km, wychodząca z bazy turystycznej Uwinka. W parku Nyungwe jest łącznie 8 szlaków, mających różny poziom trudności i długość. Ich pokonanie zajmuje od 1,5 do 8 godzin. Szlak Igishigishigi należy do najłatwiejszych i najkrótszych. Prowadzi przez dżunglę, ale po ubitej ścieżce, a na trasie nie czekają żadne trudności ani pułapki, może z wyjątkiem czerwonych mrówek, które od czasu do czasu urządzają sobie przemarsz przez środek drogi. Trzeba tylko uważać na śliskie błoto, jeśli wyruszacie w drogę po deszczu – a w górach Rwandy pada często.

Bo to faktycznie góry, choć skryte pod gęstym lasem – szlak Igishigishigi wije się na wysokości ok. 2400 n.p.m., a więc ledwie 100 m poniżej poziomu wierzchołka Rysów. Nie odczuwa się tu jednak żadnych niedogodności związanych z wysokością; powietrze jest rześkie, świeże i pachnie lasem. W czasie marszu do rozpiętego nad dżunglą mostu możecie cieszyć się otaczającą przyrodą, słuchać i wypatrywać ptaków oraz małp. Tutejsze krajobrazy przypominają nieco plenery z filmów – jeden z członków naszej grupy stwierdził nawet, że czuje się jak na planie „Parku Jurajskiego”. Sam spacer nie jest męczący, bo szlak prowadzi ciągle w dół po zboczu wzgórza; dopiero wracając będziecie musieli bardziej się wysilić i skupić na tym, gdzie stawiacie stopy.

Mgła w dżungli w górach Rwandy
Jeśli akurat zanosi się na deszcz i w dolinach zalega mgła, dżungla w parku Nyungwe przypomina archipelag zielonych wysp zanurzonych w mleku. Emil Hoff / Polska Press

Dżungla z wysokości 70 m

Sama ścieżka w koronach drzew składa się z trzech wąskich mostów zawieszonych na stalowych linach. Idzie się po nich gęsiego, w grupach do czterech osób. Należy iść powoli, by nie rozbujać za bardzo mostu. Cała nadziemna trasa liczy łącznie ok. 160 m długości, a środkowy, najdłuższy most, wisi 70 m nad ziemią. Możecie z niego podziwiać widok na porośniętą dżunglą dolinę w dole, chyba że akurat zanosi się na deszcz. Wtedy ze wzgórz spływa mgła, która sprawia, że dolina wygląda jak jezioro wypełnione mlekiem.

Ścieżka w koronach drzewa w parku Nyungwe
Canopy Walk to system trzech mostów. Na zdjęciu widać najdłuższy, środkowy, wiszący 70 m nad ziemią. Emil Hoff / Polska Press

Ścieżka w koronach drzew w parku Nyungwe to świetna atrakcja dla wszystkich miłośników mocnych wrażeń, pozbawionych lęku wysokości. Z uwagi na niezwykłe otoczenie różni się znacznie od podobnych atrakcji w Europie, a wrażenie spacerowania nad dżunglą zapada w pamięć na bardzo długo.

Mapa trasy z bazy Uwinka do ścieżki w koronach drzew:

Miejsce 1: Goryle górskie w parku narodowym Volcanoes

Rwanda jest jednym z zaledwie trzech krajów na świecie, w których możecie spotkać goryle górskie (gorilla beringei beringei) żyjące na wolności w swoim naturalnym środowisku. Pozostałe to sąsiedzi: Uganda i Demokratyczna Republika Konga. Dziko żyjące populacje goryli górskich występują dziś już tylko w tzw. lasach mglistych na zboczach wygasłych wulkanów pasma Wirunga, na pograniczu właśnie tych trzech państw.

Góra Sabyinyo
Jedziemy do parku Volcanoes na spotkanie goryli górskich. Park bierze nazwę od wygasłych wulkanów z pasma Wirunga na pograniczu Rwandy, Ugandy i Demokratycznej Republiki Konga. Przed nami góra Sabyinyo, na której po raz pierwszy opisano dla nauki goryla górskiego. Emil Hoff / Polska Press
Wulkany na pograniczu Rwandy, Ugandy i Dem. Rep. Konga
Widoczne przed nami wygasłe wulkany leżą już w Kongu. Emil Hoff / Polska Press

Jednak to w Rwandzie, na stokach góry Sabyinyo, w 1902 r. niemiecki podróżnik Friedrich Robert von Beringe zastrzelił i po raz pierwszy naukowo opisał samca goryla górskiego, odkrywając gatunek dla nauki. Można więc powiedzieć, że Rwanda jest w pewnym sensie ojczyzną goryli górskich. Ponadto w Rwandzie turystyka gorylowa – trekkingi przez dżunglę na spotkanie żyjących na wolności goryli – jest najlepiej rozwinięta i zorganizowana.

Góra Sabyinyo na mapie:

Szczęśliwe życie goryli w parku Volcanoes

Goryle to główna i najsłynniejsza atrakcja Rwandy, przyciągająca do parku narodowego Volcanoes na północy kraju rzesze turystów z całego świata.

Miejsce ceremonii nadawania imion gorylom
Goryle górskie są największą atrakcją parku narodowego Volcanoes w północnej Rwandzie. Kiedy rodzi się nowy goryl, w widocznym na zdjęciu miejscu urządza się ceremonię nadawania mu imienia (bez udziału samego goryla - naczelne żyją tu na wolności i po swojemu, miewają tylko sporadyczny kontakt z turystami). Emil Hoff / Polska Press

Park założono w 1925 r. specjalnie po to, by chronić populację goryli, już wtedy kurczącą się w zastraszającym tempie w wyniku działań kłusowników i lokalnych mieszkańców, którzy wycinali dżunglę pod uprawy i pastwiska. Właśnie w Rwandzie swoje przełomowe badania nad gorylami prowadziła Dian Fossey i właśnie tu udało się stworzyć dla goryli optymalne warunki życia i rozwoju. Dawni kłusownicy stali się tropicielami, śledzącymi wędrówki goryli bez robienia im krzywdy, a lokalni mieszkańcy korzystają z obecności turystów – 10 proc. dochodów z turystyki gorylowej w parku Volcanoes przeznaczanych jest na rozwój infrastruktury w wioskach leżących przy terenach chronionych.

Dziś światowa populacja goryli górskich liczy ok. 1600 osobników (wielki wzrost wobec ledwie 250 goryli, które zastała Fossey na początku swoich badań w 1967 r.). W parku narodowym Volcanoes na powierzchni 160 km kwadratowych żyją w spokoju 24 grupy (rodziny) goryli, z których 12 jest oswojonych z ludźmi. Małpy przemieszczają się całkowicie swobodnie i to turyści muszą się postarać, by do nich dotrzeć.

Jak dotrzeć do goryli?

Doświadczeni tropiciele każdej nocy wyszukują rodziny goryli w gęstej dżungli i informują przewodników parku, gdzie następnego dnia można spodziewać się zwierząt. Szlaki prowadzące do ulubionych żerowisk goryli mają przypisane stopnie trudności, dzięki czemu przewodnicy mogą zaproponować turystom ścieżki odpowiadające ich kondycji. Następnie przewodnicy prowadzą turystów przez dżunglę na spotkanie goryli, z którymi wolno przebywać przez godzinę.

Dżungla na północy Rwandy
Tropiciele lokalizują rodzinę goryli, a przewodnicy prowadzą turystów na szlak do żerowiska. Turyści nadal muszą jednak przedrzeć się przez gęstą dżunglę, by spotkać unikatowe zwierzęta. Trekking pod górę przez gęsty las nie należy do łatwych. Emil Hoff / Polska Press

Nigdy nie ma gwarancji, że turyści faktycznie spotkają zwierzęta, ale w parku Volcanoes udaje się to niemal za każdym razem. Jedyną przeszkodą może być deszcz, którego goryle nie lubią – gdy pada, siedzą w kucki, zasłaniając głowy potężnymi ramionami, przez co turyści nie mogą robić zdjęć.

Wędrówka przez dżunglę

Wybraliśmy się do goryli wczesnym rankiem. Najpierw spotkaliśmy naszego przewodnika w głównej siedzibie parku Volcanoes, a potem pojechaliśmy z nim i tragarzami do podnóża jednego z wulkanów, góry Sabyinyo. Otrzymaliśmy kije do wspinaczki i ruszyliśmy do dżungli wzdłuż ścieżki przeciętej wstępnie przez pracowników parku i wykorzystywanej także przez dzikie zwierzęta, jak bawoły leśne, które zobaczyliśmy po drodze na polanie. Szlak na górę Sabyinyo należy do łatwiejszych, dzięki czemu już po mniej więcej godzinie przedzierania się przez las dotarliśmy do żerowiska goryli.

Wyprawa na spotkanie goryli w parku Vulcanoes
Od czasu do czasu w dżungli trafiają się polany i przesieki, ułatwiające wędrówkę. Na zdjęciu nasza grupa maszeruje do żerowiska goryli. Emil Hoff / Polska Press

Tuż przed spotkaniem z gorylami przewodnik poprosił nas o pozostawienie kijów i plecaków pod opieką tropicieli i założenie maseczek ochronnych. Maseczki nosi się obowiązkowo od czasów pandemii COVID-19. Goryle są na tyle blisko spokrewnione z ludźmi, że mogą zarażać się od nich chorobami. Dla ochrony zwierząt wymóg noszenia maseczek w ich pobliżu pozostał do dziś.

Oko w oko z gorylem górskim

A podeszliśmy do goryli naprawdę blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Oswojone z widokiem ludzi małpy nie zwracały na nas większej uwagi. Ponadto przewodnicy od czasu do czasu wydawali specjalne dźwięki, odbierane przez goryle jako powitanie i zapewnienie o pokojowych intencjach. Goryle mają repertuar ok. 25 różnych poryków i pisków, którymi członkowie grupy komunikują się ze sobą głównie w czasie podróży przez gęsty las.

Samiec goryla górskiego, tzw. silverback
Silverback - samiec goryla górskiego - bierze swoje przezwisko od siwych włosów, porastających jego plecy. Emil Hoff / Polska Press

Ani przez moment nikt z naszej grupy nie czuł się zagrożony. Goryle górskie nie są agresywne, a żywią się przede wszystkim roślinami i sporadycznie małymi insektami. O dominację samce walczą tylko między sobą. Jednie w obronie swojej rodziny goryl okazuje ogromną determinację i gotowość do poświecenia własnego życia, by dać samicom i młodym czas na ucieczkę. Jeśli jednak człowiek nie zachowuje się agresywnie (tzn. głośno) i nie wykonuje gwałtownych ruchów, nie zostanie zaatakowany. Wszystko opiera się na tym, by nie stwarzać wrażenia, że rzuca się wyzwanie samcowi. Najważniejsza zasada bezpieczeństwa w kontaktach z gorylami mówi, by spuścić wzrok, jeśli zwierzę spojrzy nam prosto w oczy.

Młody goryl górski
Młody goryl pałaszuje pędy bambusa. Emil Hoff / Polska Press

My nastawieni byliśmy zupełnie pokojowo, podobnie jak żerujące o poranku goryle. Akurat był sezon na świeże pędy bambusa i pierwszy goryl, jakiego spotkaliśmy (spory samiec z charakterystycznymi siwymi włosami na plecach, od których bierze się określenie „goryl srebrnogrzbiety”), zajadał się właśnie łodygami i liśćmi. W ciągu naszej godziny z gorylami udało nam się jeszcze spotkać dwie samice, bawiące się akurat z młodymi w przerwach między pojadaniem soczystego bambusa.

Samica i młode goryla górskiego
Samica goryla patrzy na nas podejrzliwie, ale nie przestaje wcinać młodych pędów bambusa, które o tej porze roku są ulubionym przysmakiem goryli. Emil Hoff / Polska Press

Gorylem być

Goryle górskie osiągają do 2 m wzrostu (średnio ok. 175 cm) i wagę do 200 kg. Poruszają się głównie po ziemi, wspierając się na potężnych ramionach – tylko młode wspinają się na drzewa.

Tryb życia goryla przypomina turystę na błogich wakacjach all inclusive. Żeruje wczesnym rankiem, odpoczywa w środku dnia, a potem żeruje znowu pod wieczór. Goryl tym się jednak różni od turysty, że sam przygotowuje sobie łóżko do spania – wygniata wygodne gniazdo w gęstej roślinności, co wieczór w innym miejscu.

Goryle żyją w rodzinach, przypominających haremy. Grupy składają się z dominującego samca i kilku samic z młodymi. W grupie takiej może znajdować się jeszcze najstarszy syn przywódcy, który przejmie po nim schedę. Inne dorastające samce opuszczają rodzinę i starają się przyciągnąć samice, by stworzyć własną grupę. Związki samców i samic są trwałe, a dobrze zorganizowane rodziny goryli potrafią uniknąć rozpadu przez wiele pokoleń.

Samica i młode goryla górskiego
Zabawa młodego goryla z mamą. Emil Hoff / Polska Press

Podróż do Rwandy – praktyczne porady

  • Jak długo się leci? Z Warszawy do Amsterdamu ok. 2 godziny, z Amsterdamu do Kigali ok. 8 godzin.
  • Wiza turystyczna: potrzebna; wydawana na miesiąc, od ręki na lotnisku lub online; cena: 50 USD.
  • Typ gniazdka: taki sam jak w Polsce, nie potrzeba adaptera.
  • Czas: latem taki sam jak w Polsce, zimą godzinę później (Rwanda nie zmienia czasu).
  • Klimat: Tropikalny górski (średnia wysokość n.p.m. to ok. 1500 m). Występują dwie pory suche (od czerwca do połowy września i od stycznia do marca) i dwie pory deszczowe (od kwietnia do maja i od połowy września do grudnia). Temperatura rzadko przekracza 30 stopni Celsjusza w dzień i raczej nie spada poniżej 15 w nocy. Średnia temperatura w Kigali to 21 stopni.
  • Zdrowie: nie ma szczepień obowiązkowych; zalecane szczepienie przeciw żółtej gorączce i profilaktyka malarii, np. Malarone (jedna tabletka dziennie w ciągu całego pobytu, również w dzień przed przylotem i przez tydzień po powrocie). Do dżungli trzeba zabrać środek owadobójczy.
  • Waluta: frank rwandyjski (RWF). 1000 franków jest wartych około 1 amerykańskiego dolara. Najczęściej płaci się gotówką (franki lub dolary), w większych sklepach, restauracjach itp. przyjmują karty.
  • Ceny: życie w Kigali jest tańsze niż w Warszawie. Droższe są tylko woda, wino, taksówki i łącze internetowe.

Zapraszamy do galerii zdjęć kraojobrazów i atrakcji Rwandy:

Dodaj firmę
Logo firmy Polska Organizacja Turystyczna
Warszawa, Chałubińskiego 8
Autopromocja

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Przygody lepsze niż w Kenii? Oto 5 najlepszych atrakcji Krainy Tysiąca Wzgórz – Rwanda was zachwyci! - Strona Podróży

Wróć na blonie.naszemiasto.pl Nasze Miasto